index.php?topic=37



Dzisiaj:42
W tym miesiącu:179
W tym roku:9067
Ogólnie:40020

Od dnia 21-09-2006

Znikająca tarcza

 
Autor: Zbigniew Czerwiński15.01.2010
nr 52 (6/2009)
Przedstawiciele Rządu (np. minister Sikorski w wywiadzie dla TVN 24 z dnia 18 września) tłumaczył, że nic złego się nie stało, że może nawet zmodyfikowany projekt wraz z uzupełniającym projektem wzmocnienia polskich sił obronnych przez USA będzie korzystniejszy. Cóż innego mógłby mówić? Zawsze można robić dobrą minę do złej gry, nie o to jednak mi chodzi.
O ile pamiętam, gdy w poprzedniej fazie negocjacji ukazały się w telewizji wywiady z mieszkańcami Radzikowa, znaczna większość indagowanych opowiadała się za instalacją tarczy na ich terenie. Bo pojawią się nowe inwestycje, ożywi się handel, będą dodatkowe źródła zarobku. I w ogóle dobrze będzie mieć w pobliżu amerykańskich żołnierzy. Ciekawe, że gdy obecnie przedstawiono w telewizji reakcję mieszkańców Radzikowa na możliwość zaniechania lub odsunięcia w czasie projektu instalacji tarczy, większość mieszkańców stwierdziła, że „odetchnęła z ulgą”. Żal wyrażali bardzo nieliczni. Czy to zmiana nastrojów, czy umiejętny dobór materiału mający na celu złagodzenie obrazu niezręcznej sytuacji, w jakiej Rząd się znalazł?
Nie uległy natomiast zmianie inne osobowości dyskusji nad całym projektem (na które już zwracałem uwagę pisząc w „Buncie…” nr 36 z r. 2007 i nr 44, z r. 2008). Po pierwsze, projekt budowy tarczy w Polsce, jak gdyby jej zadaniem była obrona naszego terytorium przed nieprzyjaznym sąsiadem ze Wschodu. A przecież – według wszystkich zapowiedzi przedstawicieli poprzedniej administracji USA – tarcza ma służyć ochronie terytorium ich kraju przed atakiem ze strony Iranu. Nie zawsze trzeba wierzyć w prawdziwość oświadczeń polityków, ale w tym przypadku nie wydaje mi się prawdopodobne, by w zamysłach amerykańskich tarcza miałaby być rzeczywiście zainstalowana w obawie przed rosyjską ekspansją na Zachód. Takie myślenie mogłoby pasować do okresu zimnej wojny, kiedy to głównym, i raczej jedynym, konfliktem, który mógł zagrażać całemu światu był konflikt między USA i ZSRR. Trzeba więc umieć spojrzeć na problem tarczy z innego punktu widzenia: czy tarcza chroni nasze terytorium w przypadku ataku na terytorium USA ze strony państw Dalekiego lub Bliskiego Wschodu, w szczególności państw znad Zatoki Perskiej, a praktycznie – Iranu?
Wydaje się, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, mimo ostrego sprzeciwu wobec irańskiego programu nuklearnego, widzi konieczność jakiegoś uładzenia stosunków amerykańsko-azjatyckich. To bardzo trudne zadanie, ale gdyby udało mu się je w jakimś stopniu zrealizować, byłby wielkim prezydentem. Wszystkie kraje sojusznicze zgrupowane w NATO powinny sprzyjać tej linii, a nie pogarszać stosunków między Azją i Ameryką. Projekt budowy tarczy (w tym lub innym państwie) powinien być rozpatrywany w tym kontekście.
Drugim rysem dyskusji nad instalacją tarczy w Polsce jest wiara w to, że – niezależnie od tego, komu tarcza ma służyć – mogą Polskę i Stany Zjednoczone łączyć special relations, dające naszemu krajowi uprzywilejowaną pozycję wśród sojuszników USA, gwarantującą nam szczególną opieką ze strony tego mocarstwa. Ta wiara, to narodowa megalomania połączona z polityczną naiwnością. Stany Zjednoczone będą patrzyły życzliwie na polityczne związki z Polską (i każdym innym krajem) tak długo, jak długo ich przywódcy uznają to za korzystne z punktu widzenia ich kraju. Jałta i Poczdam dowiodły tego w dostateczny sposób,
Nie wpadajmy więc ani w euforię, ani panikę z powodu zmiennych amerykańskich projektów dotyczących tarczy. Nie zwracajmy uwagi tylko na to, jak zachowa się Rosja. Trzymajmy się silnej grupy państw należących do NATO (bez oczekiwania na przywileje ze strony USA), bo tylko w tym sojuszu możemy reprezentować dostateczną siłę.
Drukuj |
 
  © Bunt Młodych Duchem